poniedziałek, 23 października 2017

Flagman Armadale Carbon Match - spławik idealny?


W poprzednim wpisie obiecałem Wam pokazać mój nowy spławik odległościowy, który chyba zostanie moim nr1. Przeglądając blog mogliście zauważyć, że trochę tych spławików się przewinęło, każdy miał swoje wady i zalety, przy obecnym modelu jestem na etapie szukania... wad ;-)

Ukraińska firma Flagman, mało jeszcze dostępna w Polsce, wypuściła spławik chyba idealny o nazwie Armadale Carbon Match. Po raz pierwszy widziałem ten spławik u kolegi na zawodach PLWS - od razu rzucił mi się w oczy, a jak usłyszałem o jego cenie (mniej niż 30zł za sztukę) od razu musiałem go mieć. Podobne odpowiedniki tego spławika kosztują 50-60zł.

Zacznijmy od antenki sygnalizacyjnej. Wraz ze spławikiem dodawana jest tylko 1 antenka (pierwsza po lewej na zdjęciu) i od razu radzę ją przerobić ;-) Antenka wykonana jest z balsy, wklejona w cienki, węglowy pręcik. Aby przerobić antenkę na niemal idealną potrzebujemy pręciki np. ze spławików Mochkov oraz plastikowych, pustych w środku anten np. Cralusso.
Efekt końcowy - anteny w kolorze żółtym i czarnym. Co nam daje taka przeróbka? Możliwość zastosowania mniejszej śruciny sygnalizacyjnej przy równocześnie bardzo widocznej sygnalizacji brania. Sama antenka mocno trzyma się w adapterze i raczej nie ma szans, aby nam wyleciała podczas łowienia.


Bardzo fajną rzeczą jest fakt, że antena spławika, wykonana z węgla jest... wkładana w korpus. Co nam to daje? Pewne możliwości regulacji spławika, może nie tak jak w spławikach Cralusso, ale zawsze coś.   Spławiki wyważamy tak, aby wszystkie śruciny były w toni . Jeśli podczas łowienia dojdzie do tego, że jedną bądź kilka śrucin będziemy musieli położyć na dnie, to równocześnie identyczne śruciny wrzucamy do korpusu. Tym samym ciągle zachowujemy idealne wyważenie spławika z tyle samo wystającą antenką ponad wodę.

Kolejny plus spławika - ciężkie talerzyki. Duża możliwość kombinowania z odkładaniem ciężkich talerzyków jest u mnie pierwszą sprawą, na którą patrzę w spławiku odległościowym. Cienki miedziany ma wagę 0,9gr natomiast ten grubszy 3,8gr! Odkładając tylko jeden grubszy talerzyk uzyskuję spławik, który idealnie pasuje do "mojego" łowienia i budowy zestawu, jaki preferuję. Sam korpus wykonany jest z balsy, malowanie jak na razie bez zarzutu.



Pora na sam zestaw. Żyłka główna 0,14 jest wystarczająca, po kilku latach powróciłem do Trabucco S-Force Match Sinking, wcześniej miałem żyłki Maver i Dragon. Na niej wiąże 2 stopery z żyłki o 0,02mm grubszej. Stopery wiążę w sposób przedstawiony na TYM filmie.

Następnie idzie koralik (ważne, aby nie miał ostrych krawędzi) oraz łącznik - ja używam drogiego, ale dobrego łącznika Sensas Anglasie Luxe - zdejmuję węglowy pręcik i mam gotowy super łącznik do łowienia przelotowego.
Następnie mały krętlik do którego przywiązuję około metrowy odcinek żyłki o średnicy 0,20mm. Po co? Ten odcinek żyłki jest najbardziej narażony na zaplątania - im grubszy tym sztywniejszy, w dodatku na nim znajduje się całe obciążenie, a czasami jest potrzeba jeżdżenia ołowiem w górę i dół. To nie może być cienka żyłka. Odnośnie samego obciążenia - jako główne obciążenie stosuję 3 śruciny o wadze 0,69gr (AAA) każda. Do sygnalizacji brania używam również 3 śrucin, jednak o wadze 0,177 (nr4). Zestaw pod ten spławik Flagman 16gr dodatkowo wyważam 2 śrucinami 0,271gr (nr2), które umieszczam od razu pod śruciny obciążenia głównego.
Całość kończy mały krętlik, do którego mocuję przypon, przeważnie o długości 25cm.
Standardowo zaczynam od następującego ustawienia śrucin - obciążenie główne + dociążające od razu przy krętliku od strony wędki (w sumie 5 śrucin), jedna śrucina nr4 przy krętliku od strony przyponu i 5-7cm wyżej dwie śruciny nr4. Śrucina przy krętliku spoczywa na dnie, powyższe dwie muszą być nad dnem. Jeśli i je położymy na dno - konieczne jest wsadzenie 2 śrucin nr4 do korpusu spławika. Co gry potrzebujemy mniej czułej sygnalizacji? Zsuwamy do siebie 3 śruciny nr4 i stosujemy oryginalną antenkę sygnalizującą.

Jak spławik spisał się w praktyce? Leciał daleko i prosto jak strzała. Bardzo szybko się ustawiał (oczywiście zależy to od głębokości łowienia). I teraz to co ważne - spławik jest bardzo czuły. Jedna śrucina nr4 pozwala na widoczną obserwację brania zarówno zanurzanego jak i wynoszonego - wszystko dzięki węglowej antenie oraz antence sygnalizacyjnej na cienkim, węglowym pręciku. Nie widzimy kilkumilimetrowego ruchu w górę lub w dół - antenka albo się chowa, albo cały pręcik wyskakuje do góry. Pamiętać trzeba o jednym - dzięki sporej ilości węgla spławik, po umieszczeniu w miejscu łowienia, musimy odpowiednio ustawić powolnym ruchem korbki - powoli przytapiając go aby wystawało tyle antenki ile chcemy. Przy tak czułym spławiku spokojnie może wystawać cały kolorowy plastik.

Miałem nadzieję po raz kolejny przetestować spławik w boju podczas wczorajszych zawodów odległociowych "TakaRyba Match Cup" na Z.Zemborzyckim, niestety... nie mogłem na nich być i pozostaje mi kilka miesięcy zimowej przerwy zanim znowu po niego sięgnę, aby ostatecznie przekonać się do spławika i wtedy ten znak zapytania w tytule nie będzie już potrzebny ;-)

niedziela, 24 września 2017

Koniec sezonu... prawie


To był wędkarsko "mocny" weekend, szkoda niestety, że dla mnie mało rybny, przez co nieudany. W sobotę 16 września odbyła się 3 tura PLWS Lubelskie na rzece Wisła w Puławach. W dniu zawodów poziom wody na wodowskazie w Puławach wynosił 180 i przez ostatnią dobę podniósł się aż o 60cm. Na szczęście, 180-190 cm to takie maksimum, kiedy da się jeszcze rozegrać zawody w tym miejscu. Mając zarezerwowany cały brzeg można było spokojnie wybrać najlepszy odcinek brzegu i tam ulokować sektory. Tym razem, w nawiązaniu do startu w GP Okręgu, byłem już przygotowany na duże uciągi z największym spławikiem 36gr włącznie (do lekko spowolnionej przepływanki!). Niestety, po raz kolejny Wisła mnie pokonała. Mój wynik to nieco ponad 800gram, 2 krąpie (w tym jeden dość spory, chyba jeden z moich rekordowych), kilka uklejek i kiełbi. Porządnie wygruntowałem łowisko, miałem odpowiedni sprzęt (spławiki), jednak znowu coś zawiodło. Co? Wstępnie typuję dwie rzeczy:

- za duża ilość robactwa (stosowałem mix pinki z grubym barwionym, w sumie około 0,4L)
- zła mieszanka, czyli zła proporcja gliny do zanęty, może nieodpowiednia zanęta czy też źle "doklejone" kule na te warunki. To mój 3 tegoroczny start w tym miejscu i trzecia porażka, nie potrafię powalczyć z tak dużym uciągiem...

Następnego dnia wystartowałem w "Pucharze Prezesa" - ostatniej, jedenastej turze Spławikowego GP Okręgu. Po treningach nielicznych zawodników zapowiadało się totalne bezrybie... i niestety, tak też było. Trafiłem do teoretycznie najlepszego sektora - C, tam, szczególnie pod koniec zawodów można było liczyć na jakieś ryby, a im bliżej końca sektora tam mogły (nie musiały) pojawić się leszczyki. Losuję stanowisko nr 12, czyli 3 od początku w 10 osobowym sektorze. Szansę złowienia ryby (jak chyba większość osób) widział w odległościówce. Na Dratowie, gdy ryb nie było blisko brzegu należało je łowić... dalej, chociaż i tam nie zawsze były. 
Akurat dzień wcześniej do mojego "arsenału" trafiły nowe spławiki odległościowe firmy Flagman. Koszt to niecałe 30zł za sztukę, gdzie podobne innych firm dochodzą do... 50zł. Różnica spora, a spławik jest chyba tego wart. W jednym z kolejnych wpisów umieszczę dokładniejszy opis tego spławika. Ktoś by powiedział - zawody to nie jest odpowiedni moment do testowania po raz pierwszy nowego spławika, ale... jeśli nie mam kiedy to co mi pozostaje? Bardzo czuła, węglowa antena, już po wejściu na stanowisko wymusiła na mnie korektę wyważenia. Zresztą po raz pierwszy łowiłem na tak czułe spławiki i tutaj źle dobrane obciążenie kompletnie uniemożliwia nam skuteczne łowienie. Wracając do samych zawodów... Oczywiście byłem w grupie 40 osób, które zaliczyły ZERO. Tylko 14 zawodników złowiło cokolwiek, a tylko jeden, zresztą siedzący po mojej prawej ręce, Marek Winiarski przekroczył 1kg (jego wynik to ponad 3500pkt). Przez pierwsze 2 -2,5 godziny miał chyba 2 okonie (wymiarowe więc punktowane), ale jakieś 1,5godziny przed końcem dołowił chyba z 5-6 sztuk w czasie 15-20 minut. Dodatkowo do jego siatki trafiły chyba 4 leszczyki, w tym jeden większy za około 600-800 punktów. Wiedząc, że może być ciężko z rybą ograniczyłem ilość zanęty jak i ilość jokersa, jednak i to niewystarczyło. Marek poszedł kilka kroków dalej - chyba jako jedyny z całej stawki zanęcił tyczkę wyłącznie kubkiem kilkoma, bardzo ubogimi kulkami. Mam nadzieję, że to dało mu sukces. Gdy weszły mu okonie, donęcał mocno ciętymi czerwonymi z odrobiną mocno smużącej glinki. Oczywiście, że próbowałem go naśladować, ale nic to nie dało. Po dwóch zawodników z lewej jak i prawej strony od Marka skończyło zawody na 0 - łowił tylko on i "cokolwiek" końcówka podsektora.

Ten weekend zakończył tegoroczny sezon, który z czasem był coraz słabszy w moim wykonaniu. Kompletna klapa w PLWS (zresztą już nie po raz pierwszy!) i odległe, 40 miejsce w klasyfikacji rocznej Grand Prix Okręgu PZW Lublin. Niby startowało w całym cyklu 103 osoby, ale wiadomo, że na poszczególnych zawodach startowało ich jakieś 40 osób mniej. Jeszcze gdyby to była końcówka trzeciej "10" to można by przyjąć ten rezultat, ale miejsce 40 nie jest satysfakcjonujące i nie zmienia tu nic moja nieobecność w 2 turach - w cyklu liczyło się 8 najlepszych wyników z 11 tur.

Koniec sezonu się kończy... prawie. Może jeszcze uda się wyskoczyć raz z tyczką, poszukać płotek na bardzo wolnej, małej, ale głębokiej rzeczce no i wielkimi krokami zbliżają się wyjątkowe zawody Takaryba Match Cup - zawody, gdzie można łowić tylko odegłościówką. Planowana data tych zawodów to 22 października, może jeszcze nie będzie za późno aby "coś" połowić no i może będzie czas aby wziąć udział w tych zawodach... To się okaże.

Zdjęcia z ostatnich zawodów GPO

Klasyfikacja roczna Grand Prix Okręgu PZW Lublin


czwartek, 7 września 2017

Kolejne 3 tury z tęgim laniem na Wiśle

Za nami kolejne 3 tury Spławikowego GP Okręgu. Tym razem sobota-niedziela na Wiśle oraz tydzień później ponownie na Dratowie. Całkowita porażka na rzece oraz średni wynik na Dratowie spowodował, że o dobrym wyniku w klasyfikacji rocznej cyklu mogę zapomnieć.
Moja pierwsza w życiu certa

Opaska w Wólce Profeckiej na obrzeżach Puław
Na Wiśle nie łowiłem już chyba... 4 lata. Ten ostatni raz wypadł średnio, pierwszego dnia 2 sektorowa (z wynikiem około 2 400pkt, a druga tura znacznie gorzej, chyba 2 czy 3 miejsce od końca w sektorze). Od tamtego czasu jeśli chodzi o rzekę to styczność miałem jedynie z Bugiem, Wieprzem, bądź (w końcu też rzeka - rzeczka?) Bystrzycą. 
Pierwszego dnia zepsułem sobie stanowisko przez... gruntowanie. Otóż pod koniec spływu gruntomierz "żabka" utknął między kamieniami, a że zaczepiłem go na ostatniej śrucinie zestawu przy "wyrywaniu" z wody stało się najgorsze - pękła guma ;-) Przez pierwsze minuty zawodów nie było źle, jednak już po kilkunastu minutach... niemal co 2 przepłynięcie zahaczałem o ten "zakotwiczony" zestaw co skutkowało "rwaniem" przyponu. Oczywiście można było kończyć przepłynięcie wcześniej, ale właśnie w tamtych okolicach miałem ryby (których też zresztą było chyba z 5 czy 7 sztuk). Ostatecznie trochę ponad 1 200 punktów i ostatnie miejsce w 8 osobowym podsektorze. 
Drugiego dnia było nieco lepiej pod względem miejsca, chociaż gorzej jeśli chodzi o wynik wagowy. W mojej okolicy prawie zupełnie nic się nie działo. Siedzący po mojej lewej ręce (pierwszy podsektor) Bogdan Wąsik, bardzo dobrze znający to łowisko,  miał ciut gorszy wynik, a w sobotę był zwycięzcą swojego podsektora! Mój wynik 695 punktów w dużej mierze opierał się na... cercie, którą złowiłem w jakiejś 20 minucie zawodów. Gdzieś pod koniec dołowiłem jeszcze małego krąpika o to wszystko jeśli chodzi o tyczkę. Gdy minęła 3 godzina zawodów zacząłem łowić drobne uklejki pod nogami, których złowiłem jakieś 40 sztuk. Ogólnie fatalnie, a dodać należy do tego fakt, który mnie zaskoczył i rozłożył na łopatki. Wielu zawodników łowiło spławikami z zakresu 30-40 gram, niestety ja swoją największą "25tkę" skutecznie zakotwiczyłem w sobotę, a łowienie 20 i 18 gramowymi liściami przypominały dość szybką przepływankę - wydaje mi się, że nie za bardzo to rybom odpowiadało. 
Na jedną turę miałem 3 paczki zanęty rzecznej SARS oraz 4 paczki gliny rzecznej Eco-System (drugiego dnia 2 paczki zanęty). Z robaków to 0,5L joka na dwa dni, tyle samo topionej pinki i białego. Ogólnie kiepsko, trudno było podjąć jakąkolwiek walkę. Cztery lata temu łowiłem zestawami 15 i 7 gram, gdzie niemal całe zawody przełowiłem 7... z dość spokojnym przypłynięciem, a poziom wody wydaje mi się, że był podobny. Prawdopodobnie na Wiśle będę jeszcze miał jedne zawody we wrześniu - zobaczymy czy uda mi się zmazać plamę z tych zawodów. Większe gramatury spławików już są zakupione i powiązane ;-)

Tydzień później, w niedzielę, odbyła się 9 tura cyklu, ponownie na Dratowie. Głównie nastawiłem się na łowienie odległościówką, jednak wiadomo, tyczki nie należy zupełnie odrzucać. Początek zawodów i... są brania na 13 metrze. Lekkie zaskoczenie. Nie często, ale regularnie co kilka minut zawodnicy holują... drobne karasie (przynajmniej w moim rejonie). To już duże zaskoczenie! Karasie na pół dłoni, tego nikt się nie spodziewał! Ryby jednak z biegiem trwania zawodów zamiast się rozkręcać jakby gdzieś... zniknęły. Gdzieniegdzie pojawiały się drobne leszczyki, coraz więcej osób łowiło dalej od brzegu. Ja też chwyciłem za matcha. Przez jakieś 20 minut nie miałem brania, ale miałem jeszcze 2 godziny, a w siatce coś tam pływało - zera nie będzie ;-) Wtedy nastąpiło branie, zacinam i JEEEEEST! Całkiem fajna ryba, po wyholowaniu w siatce ląduje leszcz za około nie więcej niż 800 punktów. Mija kilka minut i bardzo szybko odławiam 4 drobne leszczyki, brania następowały dosłownie kilkadziesiąt sekund po ustawieniu się zestawu. Kolejny rzut i.... znowu czuję spory opór. Jest nieźle, jeszcze ponad godzina do końca a ja holuję konkretną rybę, która trzyma się dna. Długo trzyma mnie w napięciu, bo nie wiem co to jest, powoli podnoszę rybę do góry i... i... tuż przed podebraniem spore rozczarowanie. To tylko sum, tylko, bo punkty za wagę byłyby fajne, jednak jego długość to 40 kilka centymetrów - do wymiaru sporo brakuje :-( Po tym zdarzeniu nastała cisza. Odłowiłem jeszcze może 2-3 drobne leszczyki i tyle. Podejrzewam, że ten sumik rozgonił mi całe towarzystwo i rozwalił stołówkę, a ryb nie udało się zaprosić po raz kolejny donęcaniem. Po raz trzeci z rzędu (pierwszy raz w zawodach) jestem zadowolony ze swojego łowienia odległosciówką. Jedno splątanie, które w mgnieniu oka rozplątałem, dobrze rzucanie, niestety tym razem gorzej ze strzelaniem procą. Nęcenie wstępne miernie, donęcanie tak sobie. Szkoda. Może było by ciut lepiej, gdyby udało się zanęcić mniejszy obszar łowiska. Ostatecznie zajmują 5 miejsce w 9 osobowym podsektorze. Tym razem do kotła poszedł 1 kg zanęty Wonder Black Champion Feed, a gliny to prawdziwy miks ;-) Użyłem 2 paczek rozpraszającej, 1,5paczki ziemi, 1 argille i 1 wiążącą. W sumie miałem 4 różne mieszanki glin, pod tyczkę na nęcenie wstępne kule na bazie rozpraszającej, do tego położyłem około 7-8 kulek kubkiem mieszanki wiążąca+ziemia. Do donęcania głównie argilla z dodatkiem ziemi, a do odległościówki wszystkiego po trochu ;-) 
Podobnie jak w przypadku Wisły, prawdopodobnie na Dratowie też pojawię się jeszcze raz w połowie września. Przewiduję, że również odległościówka może odegrać główną rolę.

Zobaczymy, czy uda mi się poprawić wyniki sierpniowe, bo już jednak bez względu na wynik, chciałbym wiedzieć, że po prostu łowiłem dobrze.

czwartek, 17 sierpnia 2017

Wakacyjna odległościówka

Jak co roku podczas urlopu zabieram ze sobą odległościówkę i "szlifuję" tą metodę łowienia. Plusem jest także to, że można się także ograniczyć sprzętowo nic nie tracąc na efektywności treningu. Wędka, spławiki, przypony, wypychacz, wiaderko, miska i coś na czym można siąść. Czy potrzebujemy czegoś więcej? 

Moim pierwszym łowiskiem było jeziorko Lipieniec. Małe, z porządnie zarośniętymi brzegami, raczej bez wędkarzy. Co mnie tam ciągnie? Płotki ;-) Celem są te większe od dłoni, których jednak nie ma za wiele. Na miejscu byłem tuż po 5, jednak nie musiałem się śpieszyć. Mgła nad wodą uniemożliwiała gruntowanie. 

Po szybkim rozłożeniu sprzętu mogłem spokojnie zająć się przygotowaniem zanęty, którą stanowiła 1 paczka Grand Roach SARS wraz z 1 paczką ziemi torfowej i po pół paczki wiążącej oraz somme - oczywiście Vimba. Do tego dodałem trochę topionej pinki. 





Po połączeniu postanowiłem ulepić 8 kul, które po wpadnięciu do wody od razy zaczną się rozsypywać. Do reszty mieszanki dodałem więcej wody, aby uzyskać pożądaną spoistość. Głębokość wynosiła około 4 metrów więc kule musiały dotrzeć do dna w całości by tam się rozsypywać. Łowiłem na odległości około 28 metra, bliżej zdecydowanie nie ma sensu, gdyż pojawia się "zielony dywan" uniemożliwiający skuteczne łowienie.


Dodatkowo z doświadczenia wiem, że mniej więcej dopiero od tej odległości można spodziewać się większych płotek. Tuż po zanęceniu... miłe zaskoczenie. Nie minęła minuta, jak antena spławika zasygnalizowała pierwsze branie. I tak właściwie wyglądało całe łowienie! Zarzucenie zestawu, zwinięcie w pole nęcenia/łowienia i wystarczyło od kilku do kilkudziesięciu sekund, aby zaciąć kolejną płotkę. 

Niestety, rozmiar rybek nie powalał na kolana, cały czas brały maluchy bez względu na to co się znajdowało na haczyku, czy też gdzie znajdował się haczyk. Całe szczęście, sam widok łowiska potrafił wszystko wynagrodzić!
Po złowieniu 20 rybek postanowiłem zmienić taktykę donęcania. Wydawało mi się, że dalsze donęcanie 2-3 kulkami co 2-3 ryby nie przyniesie mi tego na co czekam. Postanowiłem donęcić serią kul, zostawiając sobie na "w razie co" prawdziwe resztki. Założyłem sobie, że nie będę przeszkadzał rybom w goszczeniu się na stołówce i że może właśnie to zachęci te większe w okolice mojego haczyka. Właściwie dużo się nie zmieniło, może co 3 rybka miała jakby co kilka centymetrów więcej, lecz nadal nie było to na co czekałem. Brania nadal błyskawiczne, jeszcze nigdy nie miałem tu takiego tempa! I to żadnych przestojów! Może pod wodą rozeszła się wieść, że łowię bez siatki z natychmiastowym wypuszczeniem ryby, więc ryby ochoczo wybierały się na "wycieczkę" ? :-) Ryba numer 32 i już po zacięciu wiem, że to nie jest maluch! W końcu płoć dłuższa od dłoni! Dziwne, ale to chyba nie jest ten rocznik na który czekam, przez rok rybki by nic nie urosły?

Niestety, jeśli miałbym zaliczyć ją do tych większych, to była to jedyna tego dnia. Końcówkę łowienia zakładam na haczyk połowę czerwonego robaczka z grubym czerwonym. Brania rzadsze, lecz nadal
drobnica.

Łowiłem na spławik Vimba VO-14 10gr, zamontowany przelotowo. Na żyłce 2 gramy w 5 śrucinach jako obciążenie główne, a jako obciążenie sygnalizacyjne 4 śruciny nr 6 (czyli około 0,1gr każda). Antena tubowa z drobną przeróbką - wyciąłem z jednego boku szczelinę niemal przez całą długość anteny. Drugi raz z rzędu zero splątań, ale tutaj pomagał wiatr, którego... na tym łowisku raczej nie ma, gdyż całe jeziorko jest zarośnięte drzewami. No może jakby był wiatr w plecy to można by to odczuć, ale takiego tym razem nie było ;-)

Na początku był trochę problem z precyzją nęcenia gdyż... zapomniałem wziąć procy! Dzień wcześniej przeszedłem się po 3 sklepach wędkarskich w okolicy i w końcu wybór padł na jakiś model Jaxona za 20kilka złotych. W sumie proca spisała się nieźle, jednak nie wróżę jej zbyt długiej kariery ;-) Proce Drennana są jednak zdecydowanie lepsze. Także do listy z początku wpisu należy koniecznie dopisać do sprzętu: PROCA ;-)


Podsumowując: 40 rybek w zawrotnym jak na to łowisko tempie, bardzo fajny trening. Tak jeszcze tutaj nie miałem. Idealnie dopasowana mieszanka zanętowa czy może "ten dzień"?

Drugiego dnia postanowiłem zmienić łowisko, tym razem zameldowałem się nad jeziorem Glinki. Mieszanka glin identyczna, a zanęta to tym razem Lin/Karaś SARS. Celem łowienia są leszczyki większe od dłoni. Proszę się nie sugerować nazwą zanęty, po prostu jej barwa (ciemny brąz), aromat (czekolada + jakieś zioła) oraz praca (drobna zanęta się obsypuje tworząc dywan, brak cząstek pracujących w pionie czy tworzących obłok) pasują mi do zwabienia ryb jakim są leszczyki. Niestety, nieco zmieniła się pogoda, jest duży wiatr i po godzinie łowienia zmieniam spławik na 16gr. 

Teraz zarzuca się dużo wygodniej i precyzyjniej. Co mnie cieszy - po raz kolejny nie mam splątań. Jeśli zestaw sprawdzi się na najbliższych zawodach (dochodzi troszkę więcej nerwów) to będzie to koniec poszukiwań odpowiedniego doboru rozkładu obciążenia. Co mnie martwi? Po raz kolejny Glinki mnie rozczarowują. Holowanie leszczyków i krąpi mniejszych niż dłoń sprawia zdecydowanie mniej radości niż nieco mniejszych, szalejących płoteczek. Dodatkowo i ryb też jest zdecydowanie mniej.

Wypad wakacyjny udany pod względem technicznym, czyli niezłe nęcenie (biorąc pod uwagę nową procę, z której nie zamierzam korzystać), dobre zarzucanie (celne) no i brak splątań zestawu. Niestety, zdecydowanie gorzej z rybami a raczej ich wielkością. Zobaczymy, może uda się jeszcze tutaj (w okolicy?) połowić w połowie bądź pod koniec września, kusi mnie największe z okolicznych jezior, czyli Białe, no i jeszcze mam na oku małą rzeczkę, dość głęboką z bardzo wolnym, leniwym uciągiem... Zobaczymy co z tego wyjdzie.

wtorek, 15 sierpnia 2017

Odległościówka na Nieliszu - 2 tura PLWS

16 lipca odbyła się 2 tura Polskiej Ligi Wędkarstwa Spławikowego województwa lubelskiego. Tym razem zawitałem do Okręgu PZW Zamość nad tamtejszy zalew znajdujący się w miejscowości Nielisz. Jest to zbiornik słynny z dużej populacji leszcza, gdzie podczas corocznych zawodów gruntowych najlepsi zawodnicy przekraczają wynik 100kg w ciągu 24 godzin. Po krótkim wywiadzie (nigdy tam nie łowiłem) zdecydowałem się wziąć jedynie odległościówkę. Samo łowienie było czystą przyjemnością. Zero splątań, w końcu w miarę celne nęcenie, troszkę gorzej z zarzucaniem... Mógł przeszkadzać dość spory, boczny wiatr, ale i z takimi rzeczami trzeba sobie radzić.
Ryby niestety tego dnia nie brały za dobrze. Przez pierwsze 2 godziny miałem w siatce około 10 jazgarzy i uklejek, co i tak było wynikiem niezłym! Wtedy właśnie, siedzący po mojej lewej ręce Marcin Będziejewski (również łowiący wyłącznie odległościówką) łowi pierwszego leszcza, a jakieś 15 minut później kolejnego. Czyli jednak są, ale czemu nie u mnie? Po chwili jednak i ja zacinam pierwszego leszcza! Spokojny hol i jest, całkiem niezły, myślę że około 800 gram.


Potem kolejnych znowu kilka uklejek aż... trafia się fajna płotka, około 20cm. Mniej więcej godzinę przed końcem zacinam kolejnego leszcza, niestety jakieś 10 metrów przed brzegiem daje nurka w pobliskie zielsko i już nie mam szans go wyholować, po 2-3 minutach zrywam go. W ostatnich 10 minutach łowię szybkie 3 płotki. Ostatecznie zajmuję tylko 5 miejsce na 6 zawodników w sektorze. Tak czy inaczej, nie patrząc na wynik, łowisko piękne i idealne do łowienia odległościówką. Szkoda, że rybki nie chciały lepiej współpracować. Następnym razem na pewno pójdzie mi lepiej, kilka podpowiedzi dał mi zwycięzca tych zawodów Marcin Będziejewski, który okazał się najlepszy tego dnia z wynikiem 4 825 punktów.












Do kotła trafiły 2 paczki gliny wiążącej, pół paczki jasnej smużącej i 1 argilla - wszystko Vimba. Do tego 1 paczka zanęty Grand Bream SARS. Garść topionej pinki, gazeta joka i czerwony robak w kulach do donęcania. Tym razem łowiłem spławikiem Cralusso Black Eagle.

Wyniki 2 tury PLWS Lubelskie: