piątek, 14 lipca 2017

Sroga lekcja na "dzikim wschodzie"

24 czerwca odbyła się 1 tura Polskiej Ligi Wędkarstwa Spławikowego województwa lubelskiego. Po raz drugi rok z rzędu spotkaliśmy się nad "dziką rzeką" - przygranicznym Bugu. W miejscowości Dorohusk są znakomite warunki do rozgrywania zawodów, nawet na 40-50 osób. Jeśli trzeba więcej, to kolejne sektory można zrobić kilka kilometrów z biegiem rzeki, w miejscowości Okopy. Oczywiście, aby rozegrać zawody potrzebne jest odpowiednie przygotowanie terenu, a więc wykoszenie stanowisk, dojść oraz dojazdu. Trzeba przyznać, że Rafał Guzowski wraz z kołem PZW Dorohusk spisali się znakomicie.

Dzika rzeka, ale stanowisko miałem przygotowane idealnie
Tradycyjnie... nie byłem na treningu ;-) Także pozostało mi jedynie rozpoznanie telefoniczne, z którego trzeba było być przygotowanym na wyniki w granicach 2-4kg głównie na drobnym krąpiku (dłoniak), ukleja nie bierze i czasami zdarza się duży lecho. Co innego trening, co innego zawody. Losowanie mi sprzyjało, stanowisko B12 kończyło sektor. Co ciekawe, było to chyba jedyne stanowisko "wyizolowane", czyli z lewej miałem dużą przerwę między sektorami, a z prawej ze względu na gorsze, wyłączone stanowiska, około 2-3 stanowisk przerwy. Szybko postanowiłem, że ten dar od losu wykorzystam i pójdę na całość dając dość bogato jak na rybostan "na wstępniaka".

Moje kule na wstępne nęcenie... Chyba jednak "za bogato"
Zawartość kotła to: 2kg zanęty Sars Krąp, 1kg zanęty Sars Rzeka, 6kg gliny wiążącej Vimba, 2kg gliny somme Vimba, trochę glinki smużącej (minerał płociowy) Górka oraz niecałe 2kg mieszanki uklejowej (papka). Do tego sporo bułki fluo w kolorze zółtym i czerwonym. Ćwiartka joka, 400ml pinki i 200ml grubego barwionego. Łowiłem skrzydłem Vimba 6 gr oraz 11,5gr, z czego niemal 75% czasu tym mniejszym spławikiem, który pozwalał na delikatne spowolnienie spływu.
Drugi brzeg jeszcze bardziej dziki ;-)
Pierwsze 30-40 minut były dobre, branie następowało w co 2-3 przepłynięciu, a w siatce meldowały się na zmianę mini-krąpiki oraz uklejki. Niestety, po tym niezłym początku nastąpiło wielkie NIC. Woda po prostu zamarła i nic nie potrafiło tego zmienić. Jeszcze godzinę przed końcem zawodów złowiłem 5 rybek w kolejnych 5 przepłynięciach i... na tym się skończyło. Wynik biorąc pod uwagę wylosowane stanowisko bardzo rozczarowujące... jedynie 510 gram! Siedzący na B11 Marcin Będziejewski osiągnął wynik 4740 (wygrał sektor), a zrobienie 2kg dałoby mi 3 miejsce. I te 2kg na pewno było do wyjęcia z tego stanowiska (a i pewnie więcej).
3 topy + kubek + jedna uklejówka. Więcej nie trzeba
Po rozmowie z kolegami, którym poszło znacznie lepiej (dwie 2 sektorowe - w sumie moja drużyna zajęła 2 miejsce i można powiedzieć, że nie wygrała przeze mnie) trzeba było bardziej "chmurzyć" a mniej karmić. Kilogram zanęty, ćwiartka zanęty, garść pinki... Znacznie mniej, ale w taki sposób łowili niemal przez całe zawody (drobiazg, ale zawsze punkty). W ostatnich latach trochę zaniedbałem rzeczne łowienie, koniecznie będę musiał nad tym popracować (będzie czas?)
Widok w prawo...
Kolejna tura na słynnym zbiorniku okręgu zamojskiego - Nielisz. Dlaczego słynny? Od wielu lat rozgrywany jest tam Maraton Wędkarski metodą gruntową, gdzie najlepsi w ciągu 24h uzyskują wyniki ponad 100kg leszczy!!! Kolejnym ciekawym punktem tego łowiska jest to, że należy tam łowić odległościówką, aby myśleć o w miarę dobrym wyniku nie mówiąc już o zwycięstwie. Oprócz jesiennych zawodów "Taka Ryba Match Cup" to właściwie jedyna okazja, gdzie będę mógł w zawodach sprawdzić swoje umiejętności w łowieniu z wagglerem. Niestety, ostatnio zauważyłem u siebie wzrost pewności i dobrego samopoczucia w posługiwaniu się tą metodą. Dlaczego niestety? Bo w parze z tym idzie gorsza jakość... A to źle dobrany zestaw, a to zaplątania, niecelne zarzucanie no i moja ostatnia największa zmora... celność nęcenia procą. Zobaczymy jak to wyjdzie ;-)

Wyniki 1 tury PLWS:
http://wedkarstwo-lublin.pl/wp-content/uploads/2017/06/WynikiDorohusk24.06.17.pdf
... i widok w lewo



czwartek, 15 czerwca 2017

Powrót Dratowa

Efekt mojego "dłubania"
Po kilku latach przerwy (remont zbiornika i przerwa w startach) powróciłem na Dratów. Niegdyś łowisko flagowe Okręgu PZW Lublin, a dziś... trudno powiedzieć. Dwa lata remontu wału oznaczały całkowity zakaz nie tylko zawodów, ale i w ogóle wędkowania na zbiorniku. Ostatni raz na zawodach tutaj byłem w 2013 roku podczas GP Okręgu, w pierwszej turze byłem chyba 2 w sektorze, natomiast w drugiej 2 czy 3... od końca ;-)

Po tych latach przerwy można powiedzieć, że charakter łowiska się nie zmienił. Jest tylko płycej, znacznie płycej, na większości stanowisk jest 1-1,3 metra pod tyczką. No ale może w przyszłości podniosą jeszcze trochę poziom wody. Treningi na Dratowie są podobne do tych sprzed remontu, jak się okazało - zawdy również. Na treningach często łowi się po minimum 10kg ładnych leszczy, podczas gdy na zawodach często łowią skrajne stanowiska, leszcze wchodzą przeważnie pod koniec tury, a często trzeba dłubać "cokolwiek", Oczywiście zdarzają się też zawody, gdzie ryba ładnie żeruje i średnia wyników to 5-6kg, gdzie najlepsi łowią po kilkanaście kilogramów.

W pierwszą niedzielę czerwca rozegrano na Dratowie 4 turą Spławikowych GP Okręgu. Los przydzielił mi niezły podsektor, stanowisko nr14, a więc trzecie od lewego skraju. Jak się okazało później po wynikach, warto było wylosować drugą stronę podsektora ;-) Pierwsze trzy godziny zawodów to wyczekiwanie i dłubanie, jak już wspomniałem "czegokolwiek". W sumie złożyło się u mnie 2 ukleje i 10 jazgarzy. Jednak kluczem na Dratowie są leszcze, a łowi się sztuki przeważnie od pół kilo w górę. Gdy zaczęła się ostatnia godzina sąsiedzi zaczęli mieć brania leszczowe, to był dla mnie sygnał, że pora ustawić się pod te ryby. W sumie miałem 6 zaciętych brań, niestety 2 leszcze mi spadły. Ostatecznie moja waga wskazała 2 225pkt - pozwoliło to na pokonanie boków, jednak i tak dało odległe miejsce (8 na 11). Co ciekawe, od miejsca 6 w dół była "moja" część podsektora, czyli od lewej strony do środka. Po złowieniu kilku jazgarzy próbowałem łowić odległościówką, jednak bez efektów. Również inni zawodnicy nie mieli nic ciekawego - owszem, zdarzały się jazgarze, ale to było też pod tyczką. Kolejna sprawa, że tego dnia "ciągnęło" niesamowicie i po 2-3 minutach nasz spławik docierał do skraju stanowiska.

Podsumowując... Mieszane uczucia, zawsze można było "wycisnąć" więcej, także oceniłbym siebie na 3 z minusem. Popełniłem też 2-3 błędy, które będę mógł niebawem naprawić - kolejne tury GPO odbędą się ponownie na Dratowie w drugi weekend lipca (tym razem będą to zawody dwudniowe). Miała być Bychawa, jednak na zawody jeździ nadal tyle osób, że zaczyna po prostu brakować pojemnych łowisk. Po 4 turach powoli osuwam się dół tabeli rocznej - 27 miejsce na 89 sklasyfikowanych. Do czołowej "15" strata 4 punktów, niby nie dużo, jednak ścisk jest taki, że... Te zawody oraz MO kadetów, juniorów, młodzieży i kobiet, które odbyły się tydzień później dały mi jakieś wnioski, zobaczymy czy prawidłowe już niebawem ;-)

Co wrzuciłem do kotłów:
1 kg zanęty Sars Grand Bream i 0,5kg Gros Garsons Sensasa, do tego trochę coprah melasy w proszku tej samej firmy. Jeśli chodzi o gliny to 2 paczki wiążącej, 1 paczka ziemi i 1 paczka somme - wszystko Vimba. Z robaków 100ml kastera, 0,4L jokersa, a do kulek z kubka dodatkowo czerwony krojony. Pinka i gruby robak trafiał wyłącznie na haczyk podpierany ochotką bądź kilkoma ochotkami.

A kolejne zawody już niebawem, 24 czerwca odbędzie się 1 tura Polskiej Ligi Wędkarstwa Spławikowego województwa lubelskiego. Miejscem zmagań będzie rzeka Bug w Dorohusku. Trzymajcie kciuki!



poniedziałek, 8 maja 2017

Super otwarcie i tragiczny koniec

Sobotni efekt łowienia
Znacie to powiedzenie: "ryby uczą pokory"? Też je znam, lecz zupełnie się z nim nie zgadzam.
Za mną drugie zawody cyklu Spławikowego GP Okręgu, ponownie na Z.Zemborzyckim lecz tym razem zawody składały się z dwóch tur. W sobotę podobnie jak na początku kwietnia losuję stanowisko (C2) blisko Łukasza Gałązki (C4), który na początku kwietnia siedząc obok mnie wygrał podsektor zdecydowanie (ja byłem 4). Tym razem można powiedzieć, że "lekcje zostały odrobione". Co prawda jeszcze tym razem Łukasz ponownie był lepszy, jednak ja zająłem miejsce 2, z którego jestem zadowolony. Łukasz miał 4530pkt, ja 3930 - 2,3 rybki i wynik byłby na styku ;-) Warto dodać, że moi sąsiedzi ze stanowiska nr1 i nr3 zajęli odpowiednio 8 i 12 miejsce w podsektorze (na 12 zawodników) z wagą 655gr i 135gr. Wszystkie ryby złowiłem tyczką. Śmiało mogę powiedzieć, że wykonałem dobrą robotę. Co dało mi satysfakcję? W porównaniu do zawodów z początku kwietnia potrafiłem "wygrubić" swoje ryby i jeśli chodzi o ich rozmiar to tym razem nie ustępowałem wielkością ryb Łukasza. Sobota była więc udana, a niedziela?
Zaczęło się od dość słabego losowania. Po raz kolejny sektor C, tym razem początek (ten słabszy) podsektora drugiego, czyli stanowisko C2-16. Zajęcie 10 miejsca na 11 zawodników było prawdziwą tragedią. Zawody kończę z dużym niedosytem i złością... na samego siebie. Nie zrzucałem winy na słabe losowanie (im dalej w prawą stronę tym moim zdaniem było lepiej), czy też na to, że ryby mnie przechytrzyły. Można powiedzieć, że sam sobie utarłem nosa - w moim odczuciu na tym stanowisku powinienem być 3-4 miejsca wyżej, co dałoby już odczucie "wybronienia się" z tej strefy podsektora. A zaczęło się całkiem nieźle (jak na ten odcinek brzegu), w około 20 minut miałem 3 rybki, małe, jednak dające jakieś punkty. Siedzący po prawej stronie Romek odławiał... płotki i dość szybko budował dobry wynik. Jak się później okazało - nieźle łowił przez pierwszą połowę zawodów, bo sam byłem zdziwiony tym, że tylko dwukrotnie przewyższał mnie wagą. Przez co przegrałem? Po raz kolejny - przez głowę. Z tego stanowiska powinienem łowić przez 3 godziny wyłącznie odległościówką. Właśnie takie łowienie dało mi 2 dość niezłe jak na warunki leszczyki, jednak ciągle wracałem do tyczki, gdzie ostatecznie miałem 5-6 mniejszych niż dłoń leszczyków i płotkę ciut większą od dłoni. Po raz kolejny powróciły błędy poprzednich 2 sezonów - trafna decyzja co do przystosowania się do panujących warunków. Sam nie wiem czemu tak mało zaufałem odległościówce, tym bardziej, że lubię tak łowić. Może za mało pewności w swój "warsztat"? Konieczne są kolejne odległościowe treningi, niestety być może dopiero podczas "urlopowego" łowienia.
Ostatecznie 920 punktów i duuuuuuuuży spadek w końcowej klasyfikacji zawodów na 32 miejsce wśród 72 startujących. Po 3 z 11 tur nie jest źle - 21 miejsce i kolejno 4,2,10 sektorowa. Z tym, że "10" będzie prawdopodobnie do odrzutu - liczyć się będzie 8 najlepszych wyników. Jednak nie jestem pewny w ilu jeszcze turach będę mógł wystartować, bo mogę mieć problemy aby wystartować w każdej turze.

Podczas 2 dni miałem identyczną zawartość kotłów, także opiszę tylko skład na 1 turę:
Zanęta: pół paczki Gros Gardons Sensas, pół paczki Grand Roach SARS, odrobine Epiceine SARS. Skład glin (wyłącznie Vimba) to 2kg wiążąca, 2kg ziemia torfowa, 4kg somme i 1/4 opakowania glinki smużącej bum-bum Górka. Z robactwa miałem 1,5 L joka na 2 dni, jednak 1/3 mi została. Głównie za sprawą niedzieli, gdzie joka poszło zdecydowanie mniej wiedząc, że wylosowałem niemal bezrybną część podsektora. W sobotę donęcając dodawałem kubkiem gliną z jokiem dodawałem kilkanaście luźno wrzuconych kasterów. Zarówno w sobotę jak i niedzielę w kulach rzucanych ręką znajdowały się zaledwie śladowe ilości jokersa, większe ilości podawałem za pomocą kubka. Ogólnie - żadnych cudów. Uważam, że na Z.Zemborzyckim obowiązuje pewien standard jeśli chodzi o dobór mieszanki zanętowej i większość osób szykuje w kotłach mniej więcej to samo.

Koniecznie muszę dodać, że całe zawody wśród seniorów wygrywa Paweł Hondra - kolega z klubu, a nasza drużyna Sars Haczyk zarówno w sobotę jak i niedzielę zajmuje miejsce 3. Fajnie, że po 3 turach nasza drużyna ciągle się liczy w drużynówce - 4 miejsce na 15 sklasyfikowanych drużyn. Paweł jest w ścisłej czołówce (2 miejsce), a Andrzej i Grzesiek "kręcą" się blisko miejsca 15 - ostatniego dającego prawo startu w MO bez konieczności kołowych/klubowych kwalifikacji.

Poniżej znajdziecie wyniki z zawodów oraz klasyfikację po 3 turach GPO:

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Niedosyt po pierwszej turze GPO

Łukasz Gałązka - zwycięzca zawodów
Pierwsza tura Spławikowego Grand Prix Okręgu za nami. Rekordowa liczba zawodników - 78, w tym 8 w kategorii junior/kobieta. Tak duża liczba osób wymusiła na organizatorach stworzenie podsektorów, także tym razem było aż 6 "1" do zgarnięcia, a nie 3 jak w poprzednich latach. Podsektory liczyły od 11 do 12 zawodników.
Wylosowałem sobie stanowisko nr 21 w podsektorze C2 - było to 3 stanowisko od końca zawodów. Oprócz tego, że daleko, bardzo daleko od samochodu to losowanie należałoby uznać za dobre. Zalew Zemborzycki o tej porze roku w czasie zawodów jest bardzo loteryjny, jest kilka dobrych odcinków brzegu, ale jest też kilka, gdzie zawodnicy kończą z maksymalnie kilkoma rybkami w siatce, jeśli nie kończą z zerem. 
Obok Łukasz Gałązka, który powraca do rywalizacji w naszym okręgu po 2 latach nieobecności, zawodnik z czołówki, mimo iż na codzień nie łowi na naszych łowiskach z prostego powodu - jest wędkarzem sąsiedniego okręgu (siedlecki o ile się nie mylę). Jak się później okazuje, Łukasz z wynikiem 12 370 pkt nie tylko wygrywa podsektor C2, ale i całe zawody.
Mój plan na ten dzień był następujący - nęcenie 3 linii, z tym że najbliżej brzegu (w zasięgu 5 metrowego bata) miało odbyć się już w trakcie trwania zawodów. W ciągu 10 minut zanęciłem tyczkę na 9 rur oraz odległościówkę w okolicach 28 metra. Pierwsze minuty pokazały, że będzie ciężko, a po jakichś 10 minutach pierwsza płotka wylądowała w podbieraku. Po kolejnych 10-15 minutach wymiarowy okoń. Przez kilka minut próbowałem łowić batem rzucając 3-4 małe kuleczki. Nic. Pora na odległościówkę. Również nic. W 3 czy 4 rzucie... zrywam zestaw!!! Niemożliwe... Jakiś błąd techniczny, za dużo siły i chyba nerwów. Spławik ląduje jakieś 15m od brzegu, po niecałej godzinie odbieram waglera od zawodnika z 4 stanowiska na lewo ode mnie (czyli odbyło się bez strat). Trzeba kombinować z tyczką, jest bida z nędzą, ale w takiej sytuacji jest każdy (bądź w jeszcze gorszej). Po około 1,5 - 2 godzinach (okazało się, że mój zegarek "wędkarski" przestał działać) od startu w siatce mam 7 ryb - 4 płotki, okonia, krąpia i leszczyka. Całkiem niezły rozrzut. W dodatku w ogóle ryb nie mogę sobie "ułożyć". Za każdym razem branie następuje w innych okolicznościach odnośnie ustawionego gruntu czy wyboru "mięsa" na haku. Dostaję wiadomość, że w całym podsektorze (przynajmniej po lewej stronie) nie jest wesoło, zawodnicy mają przeważnie 0-2 ryby. Łukasz ma 9 ryb. Jest dobrze! Jeśli tak będzie do końca to jest szansa na dobry wynik. Po chwili zauważam branie w kulach i kolejne. Szybko zmieniam na "tradycyjnie zalewowy" grunt, czyli jakieś 3 cm na dnie. Są ryby, ruszyło się, nie jest to szaleńcze tempo 20 ryb na godzinę (jak na to łowisko oczywiście), ale dobre 10-12 ryb. Po chwili zahaczam sporego leszcza, niestety po kilku sekundach schodzi z haka. Trudno. Wstawienie i... znowu??? Tym razem udaje się wyholować leszczyka za jakieś 200 punktów, okazuje się, że ryba jest podhaczona za płetwę. W najbliższych kilkunastu minutach spadają mi jeszcze 2 ryby, zmieniam hak na rozmiar nr16 - do końca zawodów nie mam już żadnego spadu. Idzie mi całkiem nieźle, Łukasz ma ryby ciut częściej i jakby większe... zarówno mój rywal z lewej strony jak i na zamykającym stanowisku łowią podobnie do mnie. Będzie dobrze. Mniej więcej 40 minut przed końcem na 7 złowionych ryb łowię 5 na pół dłoni - bardzo małe. Koniec zawodów, jestem zadowolony, waga i... i szybko dobry humor ucieka. Łukasz ma wagę 2 razy większą i zdecydowanie większe ryby. Na sztuki może było o kilka więcej, oceniam że miało około 40 ryb. Trudno, jest lepszy i trzeba to przyznać, znakomicie wyselekcjonował te większe. Jednak mój humor psuje co innego - okazuje się, że zarówno zawodnik siedzący po mojej lewej ręce jak i na zamykającym mają większe wyniki, a mianowicie ja 5 125 - 5 620 - 5 990. W dodatku zawodnicy Ci jak najbardziej byli w moim zasięgu i nie przewiduję, aby mieli szanse zakończyć sezon w czołowej "15", jeśli w ogóle wystartują w większości tur. Stanowisk lepszych nie mieli, także... porażka. Po pierwszej godzinie kolega z lewej miał 1 rybę. Przy ważeniu widać jednego, około 1kg leszcza, który zrobił różnicę. Ostatecznie zajmuję 4 miejsce w podsektorze co daje mi 19 miejsce na 70 seniorów. Można by powiedzieć, że nieźle, ale... ja nie jestem w ogóle zadowolony. W tych warunkach, na tym stanowisku, zadowolony bym był z miejsca 2-3. Oczywiście mogło być gorzej, ale to już by świadczyło o moim całkowitym zagubieniu na dobrym stanowisku. 
Jakieś wnioski mam, kilka drobnych zmian będzie zarówno w przygotowaniu jak i podczas samego łowienia, ponieważ tura nr2 i nr3 odbędzie się również na Z.Zemborzyckim pod koniec kwietnia. Czy zmiany będą skuteczne? Napiszę po zawodach.
Do kotłów wrzuciłem:
1kg zanęty Sensas Gros Gardons
1kg zanęty SARS Grand Roach
2 kg ziemi torfowej Vimba
2 kg wiążącej Vimba
2 kg argille Vimba
4 kg somme Vimba
z robactwa zużyłem 0,75 litra joka oraz odrobinę pinki.

Pod odległościówkę poszły 3 garści zanęty, paczka argilli i połowa wiążącej. Całość dość dobrze namoczone, tak dobrze, że po jednym ściśnięciu dłonią kulka była gotowa do wystrzelenia. Wrzuciłem tam 0,25L joka i garść pinki. We wstępnym nęceniu poszło około 22-24 kulek. Z mieszanki ziemi i sommy odsypałem 1/3, która była zaplanowana pod bata, jakbym trafił na stanowisko z rybami przy brzegu. Dodałem tam niemal tyle samo zanęty, odrobinę joka i garstkę pinki. Cała reszta miała pójść pod tyczkę we "wstępniaku" i na donęcanie. Pierwszy raz donęcałem około 30 minut od początku zawodów, głównie mieszanką cięższą skierowaną pod odległościówkę, gdy ryby pojawiły się w kulach, donęcałem już mieszanką główną.

29-30 kwietnia kolejne 2 tury ponownie na Z.Zemborzyckim. Zapowiada się podobna liczba zawodników, także pewnie znowu podsektory i... pewnie znowu liczyć się będzie losowanie. Jednak te zawody pokazały, że dobrzy zawodnicy nawet z bardzo słabych odcinków brzegu potrafią zrobić dobry wynik, a nawet wygrać swój podsektor - głównie posługując się odległościówką. Zobaczymy jak wyjdzie, będę chciał powalczyć o czołówkę, ale jak wyjdzie? Okaże się w ostatni weekend kwietnia.

Relacja z 1 tury GPO:





sobota, 15 kwietnia 2017

Ciężkie początki...

9 kwietnia pierwsze zawody na Zalewie Zemborzyckim, zawody które są jednocześnie pierwszą turą z zaplanowanych 11 cyklu Spławikowego Grand Prix Okręgu PZW Lublin. Po połączeniu 3 lig w jedną widać dużą mobilizację wśród zawodników, na starcie powinno być ponad 70 osób! Już dawno nie było zawodów z tak dużą frekwencją jeśli chodzi o GPO.

Grześka okoń - ozdoba treningu
Na 2 tygodnie przed zawodami pojawiłem się z Grześkiem (dwukrotny v-ce mistrz Okręgu juniorów oraz zwycięzca GPO 2015 tej samej kategorii) na Z.Zemborzyckim. Byliśmy o świcie, a nawet wcześniej ;-) I na pewno byliśmy pierwsi ;-) Cały brzeg do naszej dyspozycji, po krótkiej rozmowie zdecydowaliśmy się... zmienić miejscówkę na drugi brzeg zbiornika, po to, aby nie przeszkadzał nam dość mocno wiejący wiatr w twarz, który potęgował odczucie zimna. Grzesiek łowił tyczką, ja dodatkowo rozłożyłem odległościówkę. Bardziej chyba tylko po to, aby sprawdzić jak "lata" nowy wagler Vimba VO-14, potrenować zarzucanie i nęcenie procą po kilku miesiącach przerwy. Bo o łowieniu, tym skutecznym, raczej nie było mowy... Warunki pogodowe były dość ciężkie. Grzesiek w niecałe 2 godziny złowił około 20 ryb, głównie leszczyków, ale też ładnego, sporego okonia, który był "wisienką na torcie". U mnie poszło znacznie słabiej. 5 ryb, w tym 4 w ostatnich 15 minutach treningu. Ryby te złowiłem dopiero po ustawieniu się 15cm nad dnem - w innym przypadku łowienie uporczywie przerywały miękkie zaczepy (resztki roślinności dennej). Próbowałem obok, lewo, prawo, pół, a nawet metr bliżej, dalej, nadal tak samo. Jednak aż tak bardzo się tym nie martwiłem, bo założenie miałem jedno - rozruszać kości, pojeździć troszkę tyczką, "pokubkować", zarzucić kilka razy odległościówką i wystrzelić kule. A nawet większą uwagę zwracałem na przygotowanie stanowiska do łowienia - szybkie i sprawne (które oczywiście takie nie było).

moje stanowisko i MINIMUM sprzętu

Drugi trening przyszedł dość nieoczekiwanie ;-) I nawet nie był wstępnie planowany, ale gdy tylko nadarzyła się taka możliwość, to czemu nie skorzystać? Kilka dni później mogłem mocno "odchudzony sprzętowo" połowić odległościówką. Zakładam, że może się ona przydać na pierwszych zawodów, a brak tej wędki na podpórkach może się odbić na dalekim miejscu w sektorze. Tym razem zamiast waglera 10gr zastosowałem ten najcięższy z serii, a mianowicie 16gr. Po odkręceniu kilku talerzyków na żyłce zamontowałem obciążenie w granicach 3,2gr w postaci kulki i kilku śrucin.

Po lewej sama zanęta, po prawej sama glina
Jak zawsze łowiłem przelotowo, odległość to około 28 metrów od brzegu. Co trafiło do kotłów? Resztka joka z poprzedniego treningu (mrożonka), dosłownie garść pinki, dwie paczki gliny (somme + wiążąca), a zanętą była Grand Bream firmy SARS (cała paczka). Głębokość łowienia to około 4 metrów - także mieszankę porządnie namoczyłem, aby kule w całości dotarły do dna. Pierwsze zarzucenie i.... to chyba spotyka mnie po raz drugi w życiu - tzw. broda na kołowrotku, nie ma innego sposobu, trzeba pozbyć się niemal 30 metrowego odcinka żyłki i zestaw zbudować raz jeszcze. Z 16 gramowego spławika ściągam kilka talerzyków, zostawiam tylko 2, które dają około 1,5gr. Resztę dokładam w obciążeniu na żyłkę, a jest to 2 gramowa kulka, 4 śruciny nr4 oraz 3 śruciny nr6. Te trzy ostatnie śruciny stanowią u mnie tzw. obciążenie sygnalizujące brania - w zależności od potrzeby, mogę położyć jedną lub wszystkie na dnie, czy też rozłożyć równomiernie na żyłce.

Niestety, od 2-3 lat przeważnie takie ryby łowi się na Glinkach
Troszkę ponad 2 godziny łowienia i jedynie 6 rybek złowionych, w tym ukleja o długości dłoni. Kolejny trening zarzucania i nęcenia procą, bo ryba zupełnie nie chciała tego dnia współpracować. Łowienie nie należało do łatwych, zarówno uciąg jak i wiatr były w tym samym kierunku, co mimo prób kotwiczenia zestawu i tak powodowało jego powolny dryf. 

Może na najbliższych zawodach uda się połowić ryby ;-)