sobota, 19 września 2015

Mój zestaw odległościowy

Najwyższa pora przedstawić Wam dokładnie budowę mojego zestawu odległościowego. Jak sami zauważyliście spora część wpisów dotyczy wędkowania tą metodą - pewnie dlatego, że po prostu ją lubię i dodatkowo - aby łowić w ten sposób nie potrzebujemy milionów gratów. Zacznijmy może od spławika. Od kilku lat łowię wyłącznie przelotowo, wcześniej używałem wagglerów, u których po odjęciu krążków jest możliwość założenia dodatkowego 3-4 gramowego obciążenia na żyłkę. Nawet nie wiedziałem, że taki dość oryginalny sposób często używany jest przez Czechów. Właśnie tak skonstruowanym zestawem Czesi nie tak dawno zwyciężyli w Spławikowych Mistrzostwach Europy, które odbyły się w Białorusi. Inne reprezentacje, które decydowały się na łowienie odległościówką wybrały tradycyjnego slidera. Od początku tego roku najczęściej jednak stosuję spławik firmy Cralusso Slider Zero. Plusem tych spławików jest wytrzymałość mechaniczna (inny materiał wykonania korpusu), możliwość szybkiej i precyzyjnej regulacji obciążenia (często warunki pogodowe mocno się zmieniają i trzeba stosować różnych antenek o różnym wynurzeniu) oraz szeroki wachlarz wymiennych antenek. Także mamy już spławik, w moim przypadku 14 gramowy. Na żyłkę główną (polecam te z przedziału 0,18 - 0,20 mm) zawiązuję dwa stopery z tej samej żyłki. Pięć zwojów ułożonych dokładnie obok siebie i pozostawione 3-5cm "wąsy", które pozwalają swobodniej przelatywać "żyłkowym stoperom" przez przelotki, a także wygodniej jest co jakiś czas docisnąć węzeł. Należy jednak pamiętać, aby stopery żyłkowe nie były zaciśnięte z całej siły - wtedy podczas przesuwania węzłów po żyłce powodujemy jej skręcanie się. Stopery muszą być dwa, to daje nam pewność, że się swobodnie nie przesuną. Dalej zakładamy nasz spławik. W przypadku slidera Cralusso nie używamy żadnych łączników - zakładamy spławik bezpośrednio na żyłkę. Spławik ten ma specjalny system, który uniemożliwia przesuwanie się spławika podczas lotu, ale z moich obserwacji wynika, że różnie z tym bywa i na pewno w 100% tego nie eliminuje. Następnie zakładam 10 gramową kulkę, aby uniemożliwić jej przesuwanie przeciągam przez nią krótki odcinek amortyzatora bądź gumki recepturki. Kulka przesunie się wyłącznie wtedy, kiedy ją przesuniemy ręką. Teraz szykuję około 60 centymetrowy odcinek fluorocarbonowej żyłki o średnicy z przedziału 0,16-0,20. Po co? Taka żyłka jest sztywniejsza, a jak już zdarzy nam się splątanie to znacznie łatwiej i szybciej rozplątać zestaw, który przeważnie ciągle nadaje się do łowienia. Oczywiście zdarzają się przypadki, w których należy wymienić odcinek fluorocarbonu na nowy. Słynne powiedzenie brzmi - zestaw raz splątany ma większe tendencje do kolejnych splątań - i to jest prawda. Na fluorocarbonie zaciskam 5-6 śrucin nr5. Nigdy nie używam mniejszych gramatur. Ważne jest, aby odpowiednio "rozjeździć" śruciny tuż po zaciśnięciu. Tymi śrucinami będziemy często manewrowali, aby jak najlepiej "dobrać się" do ryb. Oczywiście zjeżdżoną część fluorocarbonu odcinamy i wyrzucamy. Na dwóch końcach odcinka fluorocarbonowego zawiązujemy krętliki - możliwie jak najmniejsze. Każda firma ma nieco inne rozmiary, ale najlepiej jeśli to będzie rozmiar z przedziału 20-24, nazwa firmy nie ma znaczenia. Teraz do jednego końca możemy zawiązać naszą żyłkę główną, w na odcinek między kulkę a krętlik dajemy 5-7 śrucin z przedziału AAA (około 0,8gr) poprzez BB (około 0,4gr) do nr 1 (niecałe 0,3gr). Mniejsze śruciny nie zdają egzaminu. Na rurce spławika ustawiam wartość 0,5 (dokładnie połowa regulacji) i zestaw wyważam tak, aby wystawało 1-1,5cm antenki. Nasze zestaw jest gotowy, wystarczy do krętlika dowiązać przypon i możemy łowić ;-)
Gruntowanie łowiska jest bajecznie proste. Używamy do tego zestawu, którym będziemy łowić. Wszystkie śruciny, które znajdują się na odcinku fuorocarbonu przesuwam do samego krętlika w stronę haczyka. Cały czas zwiększam grunt za pomocą żyłkowych stoperów, do momentu aż spławik wynurzy się o dodatkowe kilka centymetrów. Teraz małymi skokami zmniejszam grunt, tak aby z wody ponownie wystawał zaledwie czubek antenki. Oczywiście należy pamiętać, aby wcześniej zaznaczyć sobie odległość łowienia. Teraz zostaje już tylko dołożyć przypon, ustalić ile przyponu będziemy kłaść na dnie (a może haczyk będzie nad dnem?) oraz rozłożyć śruciny na odcinku fluorocarbonu. Polecam ustawiać te śruciny w jednej bądź w dwóch grupach. Najczęściej 2-3 śruciny zostawiam od razu przy krętliku od strony przyponu, a cała reszta jedzie ciut wyżej niż połowa tego odcinka. Teraz już na prawdę pozostaje wyłącznie łowić ;-)
Warto mieć oprócz dodatkowych przyponów także zapas kilku takich samych fluorocarbonowych odcinków (taka sama długość i ilość śrucin). Splątania się zdarzają, a wtedy jesteśmy w stanie szybko wymienić nowy odcinek zestawu i łowić dalej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz