poniedziałek, 27 czerwca 2016

Znów brak konsekwencji...

No i 2 tura Polskiej Ligi Wędkarstwa Spławikowego województwa lubelskiego za nami. Niestety, mój wynik nie był oszałamiający, a nawet dobry. Ponownie, już nie po raz pierwszy w tym sezonie, zabrakło zdecydowania i konsekwencji. Tydzień wcześniej chwilę potrenowałem łowienie uklejek w rzece, przewidując, że to może być opcja, które daje pewne punkty. I tak było w rzeczywistości.
Tak wyglądała mieszanka
przed dodaniem robaków
 Na treningach zawodnicy łowili spokojnie po 4-5kg krąpi z tyczki, a niektórzy nawet więcej. Jednak zawody mają to do siebie, że wyniki z treningu należy podzielić na 2 bądź 3 (a czasami jeszcze więcej). Okazało się, że krąpi nie ma. A jeśli były to pojedyncze sztuki. Oczywiście, jak na rzece często bywa, niektóre stanowiska były bardziej rybne i tam można było sobie połowić. Ja wylosowałem niezłe stanowisko nr5 w sektorze A. Spokojnie niemal 2 metry głębokości, dno bez zaczepów (pod koniec jakieś resztki gałęzi), z delikatnym 20centymetrowym zagłębieniem ciągnącym się przez niecałe 3 metry. Później znowu się wypłycało i zaczynał się korzeń (gałęzie). Kule położyłem na sam kant początku zagłębienia, także część kul na pewno spoczywała na płytszej części a część na początku dołka. Niestety, jak się później okazało, z tyczki nawet nie miałem brania. Zresztą, nie ja jako jedyny...

Pod tyczkę wymieszałem 2 opakowanie zanęty Rzeka SARS oraz 1 opakowanie Krąp SARS. Sama zanęta rzeczna SARS gotowa jest dopiero po kilkukrotnym domoczeniu. Trzeba uważać z wodą, aby jej nie przemoczyć. Po wlaniu pierwszych porcji wody i po wymieszaniu na oko wydaje się mieszanka gotowa jednak... w ogóle się nie klei. Przyczynę tego można zauważyć po kilku minutach - zanęta się znacznie wysusza, gdyż jej składniki "piją" wodę. Domaczanie i mieszanie z kilkuminutową przerwą musimy powtarzać do momentu, aż zanęta zacznie formować się w bryłę już po pierwszym ściśnięciu ręki. Końcowe domocznie możemy wykonać już nad wodą. Do zanęty powędrowała odrobina pieczywa fluo w kolorze żółtym i czerwonym. I tyle. Żadnych zapachów i innych dodatków. Z glin dodałem 2 paczki wiążącej i 1 rozpraszającą Vimba. Nad wodą 1/3 mieszanki pozostawiłem do donęcania, natomiast z pozostałej części zrobiłem 3 konsystencje (dodając wodę i bentonit). Na moim stanowisku nie było dużego uciągu, gruntowałem liściem 5gr, a po zdjęciu gruntomierza i próbnym przepłynięciu okazało się... że to spokojnie może być najwyższa z założonych gramatur! Przewiduję, że spławik z zakresu 8-10gram można by użyć do stopa, na którego jednak nie chciałem łowić. Na drugi top założyłem liścia 3gr, a trzeci top pozostawiłem pusty. Do mieszanki pod tyczkę dodałem jedynie pinkę w ilości 0,5 litra. Do kul najmocniej sklejonych (jak na ten uciąg) dodatkowo garść białych barwionych. Joka, jakiego posiadałem w ilości 0,25L pozostawiłem w gazecie, tak aby zastosować go ewentualnie przy donęcaniu.  
Wspólne zdjęcie po zawodach
Ale głównie na łowieniu uklejek się nastawiłem i dla nich do kotła poszła paczka zanęty uklejowej Sensas oraz paczka SARS również pod ukleje. Do tego glinka Extra Górka i duuuużo wody, aby zrobiła się typowa, uklejowa papka. Ukleje były już metr od brzegu, niestety odskakiwały co jakiś czas. Można było łowić po 3-5 sztuk i następowała 2-3 minutowa przerwa. Kombinacje ze sposobem donęcania czy też zmiana głębokości bądź też odległości łowienia nie dawały rezultatu. Po prostu co jakiś czas znikały, jakby wystraszone żerującym drapieżnikiem (a od mniej więcej połowy zawodów co jakiś czas słychać i widać było harcującego bolenia). W sumie złowiłem 98 uklejek, które dały wagę 1080 gram. Myślę, że łowiłem je trochę ponad 2,5godziny. Pozostałe 1,5godziny to bezskuteczne szukanie krąpi pod tyczką. Szkoda, że znów zabrakło konsekwencji w łowieniu, bo w tej sytuacji należało łowić ukleje co najmniej przez 3,5 godziny... Może wynik nie byłby rewelacyjny, ale wtedy byłyby szanse na środek sektora, a tak miejsce 12 muszę ponownie zaliczyć do zawodów nieudanych. W ostatnią niedzielę lipca zawody na Krynicach, prawdopodobnie odławianie drobnej płotki bez 1-3 rur, a nieliczni będą mogli liczyć na ładne, bonusowe karasie.

Wyniki zawodów:
http://wedkarstwo-lublin.pl/wp-content/uploads/2016/06/DOROHUSKwyniki.pdf

czwartek, 16 czerwca 2016

"Szybki" trening

Moja ulubiona "nadbużańska"
miejscówka

W najbliższą sobotę 18 czerwca odbędzie się 2 tura Polskiej Ligi Wędkarstwa Spławikowego województwa lubelskiego. Tym razem łowić będziemy na rzece Bug w Dorohusku. Tydzień wcześniej, korzystając z okazji być blisko tej pięknej, nieregulowanej a tym samym dzikiej rzeki, wyskoczyłem na szybki, godzinny trening. Moim celem było namierzenie i jak najszybsze łowienie uklei. Dlaczego ukleje? Ta ryba jest raczej pewniakiem jeśli chodzi o zawody, o których wspomniałem, a gdy słabiej będzie żerowała średnia ryba spod tyczki, to być może będzie i celem numer 1 wielu zawodników.
Woda, niestety, dość niska...
Sprawdzić musiałem kilka rzeczy, np. jak daleko znajduje się ta rybka od brzegu oraz na jakiej głębokości. Nie ukrywam, że łowienie uklei to u mnie duża rzadkość. Odkąd przestano rozgrywać zawody na zbiorniku Zakładów Azotowych "Osadnik" w Puławach, to właściwie nie ma łowiska, gdzie ta ryba była by solidnie punktowana. Co najwyżej jest ona celem wybronienia się od zera i to też nie wszędzie. Także najważniejsze dla mnie było przypomnienie sobie techniki łowienia, bo właśnie tutaj możemy zyskać najwięcej. Poprzez poprawne, powtarzające się ruchy uzyskujemy szybkość, która jest tu kluczowa.

Tak mało "gratów" do wędkowania
już dawno nie miałem ;-)
Trzy uklejówki, portfel z przyponami, wypychacz, pudełko z białymi i pinką, trzy zestawy, 2 miski, wiaderko z gliną i zanętą, duży ręcznik i mata zamiast kombajnu ;-) To wszystko! Użyłem 1kg zanęty uklejowej SARS oraz pół opakowania gliny somme Vimba. Wszystko razem wymieszałem, dodałem dużo wody tworząc tzw. papkę. Zacząłem łowić dość wysoko, jakieś 20-30 cm od lustra wody, ale tam nic nie było. Schodziłem co raz niżej, aż do metra. Tam już ukleje brały co zarzucenie i trzeba było czekać co najwyżej kilka sekund. Powoli wracałem z gruntem do góry, jednak ukleja się nie podnosiła i brania były coraz rzadsze. Próbowałem też różnego donęcania, od często i mało po duże gały zalegające i smużące przy dnie.
A oto cel "wyprawy"
Troszkę ponad godzinę czasu pozwoliło mi przypomnieć chociaż podstawowe ruchy i zasady odnośnie takiego łowienia. Do perfekcji daleka droga i wiele treningów, jednak wątpię abym w przyszłości skupiał się na takim łowieniu. Być może, w sobotę nawet nie będzie potrzeby łowienia tych małych, srebrnych rybek. Liczę na dobre żerowanie głównie krąpików, fajnie jakby co któraś ryba była za 200-300 punktów ;-) Plan taktyczny w głowie jest, wkrótce okaże się jaki będzie efekt ;-) Do zobaczenia niebawem, wpis z relacją z zawodów na pewno będzie na blogu.

niedziela, 29 maja 2016

1 tura PLWS

W sobotę 28 maja na Zalewie Zemborzyckim odbyła się 1 tura Polskiej Ligi Wędkarstwa Spławikowego województwa lubelskiego. Tym razem udało się wziąć udział w zawodach również jako zawodnik, chociaż same zawody na pewno nie były dla mnie udane ;-)

Najlepsza drużyna zawodów oraz wręczający puchar prezes
klubu organizującego turę zawodów
Jeszcze tydzień wcześniej nasz klub rozegrał na zalewie 3 turę zaliczaną do Mistrzostw Klubu. W zawodach zwyciężył Tomasz Niećko, który również ostatecznie został Mistrzem Klubu SARS Haczyk 2016, a drugie miejsce zajął jego syn Przemek. Ci dwaj panowie również zdominowali zawody PLWS zdecydowanie wygrywając swoje sektory. Podczas gdy zdecydowana większość zawodników walczyło o jakąkolwiek rybkę, to oni łowili jakby byli na innym łowisku. Podczas gdy tydzień temu żerowanie ryb powoli słabło, to chyba nikt się nie spodziewał, że wyniki w ostatnią sobotę maja będą aż tak słabe. 
A jak mi poszło? Chyba lepiej to przemilczeć ;-) Nie pamiętam kiedy zakończyłem duże zawody bez ryby. Losowanie nie było zbyt szczęśliwe, ale przecież chyba zawsze można coś wydłubać... Chociaż moje boki również przyzerowały. Po jakichś 30 minutach zacząłem łowić odległościówką, by po 15 minutach... zerwać cały zestaw. Prawdopodobnie przy zacięciu zaczepiłem żyłką tuż za kołowrotkiem o bok balkonu bądź jakąś śrubę. Szczęście w nieszczęściu - Andrzej łowiący po prawej stronie po kilku minutach łowiąc odległościówką zaczepił o moją zerwaną żyłkę i udało mu się ściągnąć zestaw niemal pod sam brzeg. Podbierakiem udało mi się zachować spławik ;-) Minęła pierwsza godzina zawodów, ja miałem okonia, któremu brakowało 1cm do wymiaru (czyli właściwie nadal nic nie miałem), musiałem wrócić do tyczki. Po drugiej godzinie bez brania powoli zacząłem mieć myśli o zejściu z kosza  i ponownym zmontowaniu zestawu do odległościówki... Zajęłoby mi to maksymalnie 15-20 minut, obciążenie znałem (zestaw robiłem dzień wcześniej), głębokość miałem "zapamiętaną", problem mógłby być z odległością - śladu na żyłce nie było, a nie policzyłem obrotów korbką przy ściąganiu (od teraz będę to robił w razie co). Ostatecznie zawsze można było jeszcze raz gruntować w nowej odległości i od nowa zanęcić łowisko. No ale tego nie zrobiłem, uparłem się na wyłowienie czegokolwiek z ... niczego? Nawet jeśli odległościówką też niczego bym nie zrobił to zawsze byłby to solidny trening zarzucania i strzelania z procy - a tego nigdy za wiele, szczególnie gdy się prawie nie jeździ na ryby ;-) A tak? Uparłem się i moje wędkowanie nic mi nie dało, oprócz bezefektywnego sprawdzenia kilkunastu rozwiązań przechytrzenia chociaż jednej rybki. Mojej drużynie poszło nieco lepiej, w swoich sektorach udało im się złowić po 1 rybce, jednak ostatecznie zajęliśmy ostatnie 15 miejsce. W połowie czerwca tura nr2 - tym razem na rzece Bug w Dorohusku. Jak na razie po 1 turze jest kilka niespodzianek, dla kilku zespołów Bug da odpowiedź o co walczą - czołową 3 (możliwość udziału w ogólnopolskim finale), pewne miejsce w 10 (gwarantujące start w roku kolejnym), czy walka o utrzymanie do ostatniej, trzeciej tury.

Wyniki 1 tury PLWS Lubelskie, Zalew Zemborzycki 28.05.2016

niedziela, 15 maja 2016

Odległościowy "wyskok"


Pełen releks przy zachodzącym słońcu

Na początku maja UDAŁO SIĘ dosłownie "wyskoczyć" na 1,5 godziny łowienia, co więcej - dość niespodziewanie wygospodarowany czas przełożył się na to, że po raz pierwszy od dawna całkowicie do ryb szykowałem się nad wodą, czyli: budowanie zestawu, szykowanie zanęty i glin od podstaw. Od czego w takim przypadku należy rozpocząć? Od zanęty, szczególnie jeśli nie chcemy aby za bardzo pracowała. U mnie do kotła zawitała 1 paczka Lin/Karaś firmy SARS oraz pół paczki Grand Roach tej samej firmy. Następnie zacząłem budować zestaw odległościowy, po raz pierwszy na spławiku Cralusso Black Eagle. Użyłem spławika 14 gramowego i oczywiście zdjąłem niemal 3gr z korpusu, aby tradycyjnie wrzucić to na żyłkę i łowić przelotowo. 

Zaczęło się od sporej uklei...

Coraz mniejsze te ryby...
Łowiłem na jeziorze Glinki, wybór celowy - gdy jest mało czasu, a dodatkowo należy sprawdzić spławik to należy wybrać łowisko rybne, nawet jeśli są to przeważnie małe ryby. Rybne - to może dużo powiedziane, ale na pewno tu mamy większą pewność brań ryb niż na sąsiednich większych/mniejszych jeziorach jak Białe, Święte czy Lipieniec.

Gruntowanie mnie nie zaskoczyło, zarówno j. Glinki jak i J.Lipieniec (a te 2 najczęściej odwiedzam z odległościówką) charakteryzują się tym, że na odległości około 30 metrów od brzegu mamy grunt w okolicach 3,5 metra. Najczęściej jest to też najbliższa z odległości, gdzie mamy mieć pewność w miarę czystego dna, bez roślinności.

Jeśli chodzi o gliny to wrzuciłem paczkę wiążącej i argille VIMBA. Miałem rozmrożonego joka w ilości 0,25L, a na haczyk meldowała się pinka. Nie doklejałem mieszanki bentonitem, jedynie część kul mocniej domoczyłem. 

Mieszanka wyszła dość "zbita", leniwie obsypując się dookoła kuli, jednak nie widać było odznak pracy. Duża w tym zasługa przemoczenia mieszanki zanętowej (celowo) jak i użytej zanęty Lin/Karaś. Na pierwsze branie czekał dość długo, bo około 15 minut! Co ciekawe, była to ukleja! Kilka minut później drugie branie i znowu ukleja w ręce. Po chwili kolejne branie i jest krąp - typowy mieszkaniec tego akwenu, niestety również pod względem wielkości. Kiedyś tu krąpie były spore, łowiło się też niezłe leszczyki, zdarzały się spore leszcze, a teraz? Coraz drobniej...

W sumie w niecałe 1,5 godziny złowiłem 2 ukleje i 10 krąpi. Test spławika Cralusso Black Eagle wypadł pomyślnie, niestety tak rzadko łowię odległościówką, że zawsze musi minąć kilkanaście-dziesiąt minut, kiedy już na spokojnie wczuję się w odpowiedni rytm zarzucania (celnego), zacinania (skutecznego) i nęcenia (celnego). 

Dziś w moim kole odbyły się Spławikowe Mistrzostwa Koła. Chyba po raz 3 z rzędu w nich nie startowałem, chociaż plan miał być inny. Niestety, pewnych rzeczy nie przeskoczę, są rzeczy ważne i ważniejsze. Pod koniec maja pierwsza tura Polskiej Ligi Wędkarstwa Spławikowego - prawdopodobnie na Dratowie. Dlaczego prawdopodobnie? Łowisko tuż po remoncie wału (2 lata), a nadal nic nie wiadomo, zarówno co do ustabilizowania poziomu wody (średnia pod tyczką to równo metr) oraz jeśli chodzi o możliwość wjazdu samochodami. A miało być tak pięknie... Szkoda, że wszelkie problemy wychodzą w trakcie sezonu, a gdy się planuje grafiki zawodów (grudzień-styczeń) żadnych problemów nie ma... Pod koniec maja wystąpię w podwójnej roli - organizatora jak i zawodnika, trzymajcie kciuki!

piątek, 22 kwietnia 2016

Majdan Zahorodyński x 3


Bo najważniejszy jest uśmiech, nawet gdy nie idzie  ;-)
Kwiecień w moim kalendarzu stał pod znakiem zawodów związanych wyłącznie z jednym łowiskiem. Mało czasu na ryby wprowadził mocną selekcję zawodów (to już 3 rok z rzędu?), często nawet musiałem odpuszczać te najważniejsze. Za cel numer 1 na ten sezon postawiłem sobie stary w Polskiej Lidze Wędkarstwa Spławikowego. Nieudany start w poprzednim roku oraz duża ilość nowych drużyn chcących wziąć udział w rozgrywkach spowodowały konieczność rozegrania eliminacji do rozgrywek wojewódzkich, co w przypadku nieudanego startu mogło szybko zakończyć starty w PLWS. Zawody eliminacyjne miały się rozpocząć na zapomnianym przez Okręg PZW Lublin łowisku - Majdan Zahorodyński, kilka lat temu (wtedy Okręg PZW Chełm był użytkownikiem wody) corocznie na wiosnę odbywały się tutaj duże zawody spławikowe. Od 2012 roku... cisza. Jedynie nieliczne koła decydowały się robić tu zawody na kilkanaście osób. Dzięki mojemu mocnemu postanowieniu zmiany tej rzeczy, wraz z kolegami udało nam się przygotować niemal 50 stanowisk, czyli 3 sektory pod większe zawody. Z dwóch treningów 2 lata temu wiedziałem czego się spodziewać po tym łowisku. Aby wypaść jak najlepiej, starałem się maksymalnie rozszyfrować zachowania tutejszych płoci, które są głównym celem wiosennych łowów.
Wszystko zaczęło się ponad 2 tygodnie przed zawodami treningiem, który miał potwierdzić panujący rybostan. Oprócz mnie na treningu pojawił się Sylwek, mieszkający nieopodal, znający zbiornik jak własną kieszeń, co więcej - wygrywający większość zawodów na tym łowisku. Po mojej prawej ręce siadł natomiast Paweł, który również musiał przejść eliminacje, aby dostać się do cyklu PLWS. To był mój pierwszy raz z tyczką w roku 2016, ale mimo to od razu postanowiliśmy sprawdzić kilka rzeczy. Ja i Sylwek łowiliśmy dokładnie na takiej samej mieszance, którą po przygotowaniu podzieliliśmy na równe dwie połówki. 1,5kg Płoć SARS a gliny to 4kg ziemi + 2kg somme - to na osobę. Tak samo sklejone i dowilżone. Paweł natomiast użył przemoczonej zanęty Grand Roach SARS oraz 2kg ziemi + 2kg wiżącej + 2kg argille. Różnicę widać było już w kotłach - nasza pulchna i lekka, Pawła cięższa i tęga. Dodatkowo ja do zawartości swojego kotła dodałem nieco czerwonego barwnika, by zmienić kolor mieszanki na bliższy ciemnej cegle. Sylwek łowił batem, ja tyczką na tej samej długości, Paweł tyczką bez 1 rury, a końcówkę na pełnej długości. Efekt końcowy po 3 godzinach? Sylwek 1,5kg (około 50 ryb), ja 300gr (11 ryb), Paweł 800gr (19 ryb). Paweł jako jedyny miał 2 większe ryby (płocie?) jednak szybko uciekły w krzaki odhaczając się, dodatkowo widać wyraźnie, że jego ryby miały lepszą wagę. Jak to robi Sylwek? Nie wiem do tej pory ;-) 
Na tydzień przed zawodami udało się wziąć udział w zawodach Grand Prix Zaprzyjaźnionych Kół - które potraktowałem jako sprawdzenie kolejnej opcji. Tym razem użyłem tej samej zanęty, jednak skład glin 4kg ziemia + 2kg wiążąca + 2kg argilla. Do wstępnego nęcenia dałem dosłownie dwie garści zanęty i nie więcej niż 75ml joka. Łowiło się ciężko, poranny przymrozek, a w czasie zawodów silne porywy bocznego wiatru nie wpływało pozytywnie na ryby i wędkarzy ;-) W sumie złowiłem chyba 13 czy 14 ryb a mój wynik to 485 punktów. 3 czy 4 uklejki, około 5-6 okonków jak palec no i płoteczki, dało mi to 10 wynik na 15 startujących w sektorze. Słabizna. Nadal coś jest nie tak. Co ciekawe, siedzący po mojej lewej ręce Arek miał ze 3 rybki mniej, a wynik o 95gr większy, co dało mu... 6 miejsce w sektorze, już całkiem do przyjęcia. Być może to za sprawą ledwo wymiarowej wzdręgi, którą złowił (sam mu zresztą podrzuciłem miarkę hehe), ale już to pokazuje jaki był ścisk w środkowej części wyników. Paweł w swoim sektorze 9 (wynik 505), a Sylwek... 3 z wynikiem 1 345pkt ;-) Jak on to robi?!?!?! :-)))) Co gorsze, każdy z kolegów z klubu miał inne wnioski, jedynie tylko część rzeczy się pokrywało, a to nie najlepiej wróżyło na 9 kwietnia.
Aż w końcu nadszedł ten dzień, 9 drużyn (1 zrezygnowała kilka dni startem) i 5 miejsc, które dają awans. A tam już czeka 10 najlepszych drużyn województwa lubelskiego oraz 3 tury w trójkącie okręgów Lublin-Zamość-Chełm. Pogoda na kilka dni przed zawodami idealna, niemal wiosenna i tak przez kilka dni... aż do soboty ;-) Szkoda, że załamanie pogody przyszło tuż przed, a nie po zawodach - takie kilkudniowe ocieplenie na pewno rozruszałoby ryby co odbiłoby się na lepszych wynikach.
Tym razem postanowiłem do kotła wrzucić coś innego. Paczka nieco grubszej zanęty Grand Roach SARS o zapachu czekolady oraz gliny Vimba - 2kg ziemia czarna, 4kg somme i 2kg jasna smużąca. Do donęcania zostawiam 1L mieszanki glin oraz jakieś 30% czystej zanęty. Do wstępnego nęcenia dodaję dobre 300ml joka a całość dzielę na 3 porcje. Pierwsza porcja bez kleju, kolejne z dodatkiem bentonitu (ostatnia porcja najbardziej sklejona). Im więcej kleju - tym więcej joka. Tym razem początek niemal idealny. Po pierwszych 40 minutach mam około 20 ryb w siatce i to jest na tą chwilę czołówka sektora. Później brania są coraz słabsze, zaczyna jeszcze mocniej wiać i kropić. Po chwili już nieźle leje... W sumie deszcz padał około 1,5godz, w tym czasie złowiłem maksymalnie ze 2 ryby. Ostatnia godzina również nie była najlepsza, w tym czasie próbowałem już różnych rzeczy, zarówno jeśli chodzi o wysokość łowienia jak i odległość od kul, aż do donęcania serią kubkiem aż po serię kulek podanych z ręki. Ostatecznie wynik wynosi 925pkt co daje 6 miejsce w 9 osobowym sektorze. Na szczęście moja drużyna nie zawiodła, dorzucają 1 i 2 sektorową i spokojnie kończymy zmagania na 2 miejscu. Szkoda tylko, że znów byłem najsłabszym ogniwem ;-) Co się stało? Nie potrafiłem utrzymać stadka płoci, wątpię, aby się przejadły. Wydaje mi się, że należało co jakiś czas strzelić konopiami z procy (pinka mogłaby być zgubna przy tak małych płotkach) - na co w ogóle nie byłem przygotowany (wszystkie 3 dni łowienia zrezygnowałem z gotowanej konopi), bądź po prostu co jakiś czas podawać im małą kulkę kubkiem. Najlepiej mi się łowiło 5cm nad dnem, wkładając zestaw tuż przed kulami. Uciąg znosił zestaw w bok, należało go tylko co jakiś czas na chwilę zastopować. Ale było też kilka takich minut, kiedy branie następowało kilka sekund po tym, jak haczyk znalazł się nad dnem. Bardzo ważne było również gruntowanie stanowiska i znalezienie twardego dna, bez roślinności.
Ostatecznie finał okazał się udany, bo ze 3 startujących drużyn SARS Haczyk wszystkie zajęły miejsca w 5 (miejsca 1,2 i 4). W Polskiej Lidze Wędkarstwa Spławikowego województwa lubelskiego wezmą udział aż 4 drużyny klubu SARS Haczyk. Czy udało się rozpracowanie łowiska? Myślę, że nie. Łowisko ciężkie i chimeryczne, być może stanowiskowe, dodatkowo podczas zawodów szalał niewymiarowy szczupak we wszystkich sektorach, na pewno rozganiając stadka płoci skupione wokół wrzuconych kul zanętowych zawodników.

Relacja, wyniki, zdjęcia, filmy z 1 tury Grand Prix Zaprzyjaźnionych Kół:

Wyniki eliminacji PLWS woj. lubelskie: